O autorze
Bogumił Kolmasiak (ur. 1987) - dziennikarz, publicysta, bloger, działacz społeczny. Zawodowo związany z fundacją Akcja Demokracja. Absolwent socjologii (SGGW) i stosunków międzynarodowych (UW). Publikował w "Krytyce Politycznej", Gazeta.pl, "Zielonym Mieście", "Zielonych Wiadomościach", okazyjnie komentator w TVN24BIŚ i Radiu Kampus. Prowadził bloga na TOKFM.pl i w Salonie24. Wieloletni członek władz Partii Zieloni i Stowarzyszenia Ostra Zieleń, obecnie bezpartyjny.

Pobudka opozycjo (parlamentarna)!

Partia rządząca nie rozumie czym jest demokracja. Politykom i publicystom związanym z tzw. "obozem patriotycznym" wydaje się, że otrzymanie 40 proc. głosów w wyborach upoważnia do przebudowania systemu we wskazanym przez siebie kierunku. Myślą, że mogą usuwać kolejne instytucje, które przeszkadzają im w realizacji autorytarnych zapędów za pomocą ustaw. Wierzą, że państwo nie potrzebuje bezpieczników i instytucji, które ograniczają władzę przed zostaniem tyranią. Misję mediów publicznych interpretują jako bycie pasem transmisyjnym rządu. Organizacje pozarządowe mogą realizować zadania zlecone państwa (z reguły taniej i efektywniej niż rząd), ale powinny we wszystkich sprawach zgadzać się z władzą. Pluralizm mediów nie stanowi żadnej wartości. Klakierzy władzy codziennie nawołują do rozprawienia się z opozycją, dziennikarzami, społeczeństwem obywatelskim.

PiS chętnie przyjmuje wsparcie od skrajnych nacjonalistów, którzy co rusz deklarują, że są w stanie się bić w obronie legalnie wybranego rządu. Posłowie partii rządzącej tacy jak Beata Szydło (formalnie premier) czy Mariusz Kamiński, którzy jeszcze niedawno deklarowali wrażliwość na los osób uciekających przed wojną, dziś dołączają do chóru szczujących na uchodźców. Europa jest potrzebna tylko jako dojna krowa, która daje pieniądze, jednocześnie wartości na których została ufundowana są odrzucane. Wyjaśnianie afery reprywatyzacyjnej wygląda na spektakl propagandowy, a decyzje komisji Jakiego będą mogły zostać w łatwy sposób zakwestionowany. Zresztą rzeczywisty poziom troski o losy lokatorów pokazuje wprowadzenie ustawy o Krajowym Zasobie Nieruchomości, która pozwala na eksmisje na bruk bez wyroku sądu.

Jednocześnie PiS sformułował program pozytywny i twardo realizuje obietnice wyborcze. Siermiężnie, w kiepskim stylu, ale jednak. Po latach posuchy w polityce prorodzinnej mamy powszechne świadczenia (choć jakakolwiek próba korekty w bardziej sprawiedliwszym kierunku jest odrzucana przez partię rządzącą). Jest jakaś propozycja na horrendalnie wysokie ceny najmu mieszkań na rynku wtórnym. Wreszcie mamy ucywilizowanie rynku pracy, które już dziś przywróciło godność tysiącom pracowników.

A opozycja programu pozytywnego przedstawić nie potrafi. Ciężko wskazać propozycje ustaw Platformy i Nowoczesnej (nie mówiąc już o Kukiz’15, ruchu który w przeciwieństwie do pralki nie ma programu), którymi mogłyby zawalczyć o głosy wyborców. Broni się jakoś lewica, ale spoza parlamentu niewiele widać. No i PSL, który zgłosił sensowne poprawki do 500+ i propozycję prorodzinnej korekty czasu pracy (tu wspólnie z Razem, co pokazuje, że współpraca ponad podziałami jest możliwa).

Od Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru oczekujemy nie brylowania na wiecach KOD-u, nie zachęcania ludzi do skandowania „Zjednoczona Opozycja” ale rzetelnej pracy w Parlamencie. Nic nam nie przyjdzie z wycieczki lidera Platformy na Przystanek Woodstock czy zaglądania ludziom za parawany na plaży, jeśli nie będzie to poparte jakimś pomysłem na Polskę. A tego pomysłu nie ma. Już kiedyś szef PO z wywiadzie z Sierakowskim powiedział, że właściwie może być antyPiSem i czekać aż ludzie przyjdą do niego z powrotem. Nie przyjdą. Tym bardziej, że wielu sprawach (np. uchodźców) od PiS-u tak bardzo się nie odróżnia.

Ryszard Petru powinien sobie uświadomić, że nikt nie zamieni powszechnego świadczenia demograficznego na ulgę podatkową 250 zł na każde dziecko. Wyborcy nie zagłosują na partię, która głosuje przeciwko podwyższeniu płacy minimalnej i przeciwko umowom o pracę w zamówieniach publicznych. To elementarz.

Opozycji może wydawać się, że nic nie może. PiS ma większość i basta, więc pozostaje kontestowanie. Nic bardziej mylnego. Największe partie opozycyjne mają trybunę sejmową i ogromną ilość czasu w mediach (publicznych i prywatnych), aby przedstawiać swoje propozycje. I mogą naprawdę wykonać pracę, dzięki której zamiast rozmów z Sowy i Przyjaciół, będziemy dziś rozmawiać o propozycjach Platformy i Nowoczesnej. Jaki mają pomysł na politykę społeczną? Co zrobią ze związkami partnerskimi? Czy są w stanie zaproponować sprawiedliwsze podatki? Jaką politykę zagraniczną będą prowadzić? Czy mają pomysł na sensowną reformę wymiaru sprawiedliwości (a jeśli nie mają, to co sądzą o propozycjach np. stowarzyszenia sędziów Iustitia). Chętnie poznam odpowiedzi na te pytanie. Póki co jednak z ust liderów PO i Nowoczesnej ich nie usłyszałem.
Trwa ładowanie komentarzy...