O autorze
Bogumił Kolmasiak (ur. 1987) - dziennikarz, publicysta, bloger, działacz społeczny. Zawodowo związany z fundacją Akcja Demokracja. Absolwent socjologii (SGGW) i stosunków międzynarodowych (UW). Publikował w "Krytyce Politycznej", Gazeta.pl, "Zielonym Mieście", "Zielonych Wiadomościach", okazyjnie komentator w TVN24BIŚ i Radiu Kampus. Prowadził bloga na TOKFM.pl i w Salonie24. Wieloletni członek władz Partii Zieloni i Stowarzyszenia Ostra Zieleń, obecnie bezpartyjny.

Robert musisz!

Robert Biedroń, prezydent Słupska fot. Adrian Grycuk, CC -BY-SA 3.0., https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Robert_Biedro%C5%84_Sejm_2014.JPG
Bez silnej lewicy nie uda się powstrzymać złej zmiany i konsekwentnego zmierzania Polski w stronę autorytarnego, ultrakonserwatywnego państwa. Tylko lewica mająca solidne poparcie - co najmniej 20 proc. - będzie w stanie powstrzymać proces wyprowadzania Polski z Europy realizowany właśnie przez PiS i zapobiec odejściu od ambitnej polityki społecznej, zwiastują wspólne rządy Platformy i Nowoczesnej.

Dziś mało kto kreśli ambitne plany, takie jak zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, europejskich czy samorządowych. Myślenie o tym nawet w odległej perspektywie brzmi jak mrzonki. Ale niewyobrażenie sobie takiego scenariusza jest jeszcze mniej mądre. Już teraz potrzebujemy konkretnych scenariuszy co po powrocie lewicy do parlamentu.

Gdyby nie nacisk Zielonych (wówczas silnych w sondażach) rządzone przez prawicę Niemcy nigdy nie podjęłyby wysiłku ambitnego projektu transformacji energetycznej. Gdyby nie wysokie poparcie dla równości małżeńskiej (wspieranej szeroko przez lewicę) nasi sąsiedzi nie mieliby co marzyć o prawie do zawierania małżeństw dla wszystkich. Silne poparcie dla lewicowych postulatów jest w stanie skutecznie blokować szkodliwe reformy i przeciągać centrum sceny politycznej w lewo.

W Polsce wsparcie dla lewicowej polityki rozkłada się bardzo nierówno. O ile projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej wywołał masowe protesty, to już np. na demonstracje przeciwko Trumpowi (uosabiającemu całe zło nowej prawicy z odejściem od realizowania polityki zatrzymywania zmian klimatu przez mizoginię po zwykły rasizm) przyszło zaledwie 250 osób. Lewica chętnie chwali PiS za 500 plus, ale niezbyt głośno krzyczy, gdy polityka demograficzna Prawa i Sprawiedliwości ma prostu dyskryminujący charakter. Dziś odrzucono poprawkę PSL, która wprowadzałaby zasadę złotówka za złotówkę w sztandarowym projekcie rządu, a nikt nie zrobił o to rabanu. Szkoda, bo problem dotyczy np. tysięcy samotnych matek zarabiających w okolicach płacy minimalnej, grupy która mogłaby być naturalnym elektoratem partii Razem czy innego lewicowego projektu.

PiS wpędza też lewicę w pułapkę, z których nie ma dobrego wyjścia. Jest tak chociażby ws. mediów publicznych. Lewica, nie powie głośno że media publiczne w obecnej formie są jedynie swoją karykaturą, a płacenie abonamentu na TV Kurskiego nie ma sensu, bo nie chce wejść w retorykę antypodatkową ani przykładać ręki do przyszłej likwidacji mediów publicznych. Podobnie dzieje się w sprawie reprywatyzacji. Co z tego, że komisja Patryka Jakiego jest niekonstytucyjna, łamie trójpodział władzy, a jej wyroki będą mogłyby być w łatwy sposób zakwestionowane. Dla części aktywistów wydaje się ważniejsze, że ktoś coś robi w tej sprawie. Nawet jeżeli nie będzie z tego zbyt dużego pożytku.

Wrogiem lewicy jest kalendarz wyborczy. Dziś wielu upatruje szansy w przywództwie Roberta Biedronia, choć cały czas nie wiemy czy i kiedy wkroczy do gry. Wszystko wskazuje na to, że mógłby to być dopiero rok 2020, kiedy odbędą się wybory prezydenckie. Tylko że wtedy może być już za późno. Wcześniej mamy cały cykl: wybory samorządowe, europejskie i parlamentarne. Zieloni przyjęli uchwałę o samodzielnym starcie do Sejmików Wojewódzkich, choć zebranie podpisów w 16 województwach wydaje się bardzo trudne. Razem niewykluczone, że też będzie chciało promować własną markę, nie szukając współpracy. Nowacka, która w końcu opuściła Twój Ruch (dawny Ruch Palikota) jeszcze nie zabrała głosu. W tych wyborach brak współpracy to recepta na klęskę wyborczą. Skończy się tak, że jedyna lewicowa oferta, jaką będą mieli wyborcy to SLD, a jaki aktyw siedzi w terenie tej partii (na którą pewnie niektórzy zaciskając zęby zagłosują) możemy zobaczyć chociażby po wyczynach na białostockim profilu tej partii czy antychodźczym hejcie uprawianym przez szefa poznańskich struktur. I choć Anna Maria Żukowska, rzeczniczka Sojuszu, dwoi się i troi, aby SLD miało przyjazną, socjaldemokratyczną twarz, to strukturalne bariery mogą być zbyt duże.

Na ten moment to właśnie Biedroń ma największe aktywa (wyrażane poparciem w sondażach), a zarazem nie posiada struktur, które mogłyby zbudować mu kampanię. Realne (co widzimy po sprawozdaniach finansowych, gdzie karminowi zbierają więcej składek członkowskich od Platformy Obywatelskiej czy solidnej reprezentacji na demonstracjach) struktury ma Razem. Mniejsze, ale widoczne na wszystkich lewicowych protestach - Zieloni i Inicjatywa Polska. Wsparcie dla sojuszu tych trzech ugrupowań w wyborach samorządowych przez Biedronia mogłoby zapewnić przyzwoity 10-15 procentowy wynik w wyborach do Sejmiku, a w konsekwencji walkę o 20 proc. w wyborach parlamentarnych. Sam Biedroń wchodząc do gry już przy samorządówce miałby czas na zmobilizowanie ludzi, którzy będą pracować przy kampanii prezydenckiej, zbiorą podpisy, a później zorganizują lokalne sztaby (dał nam przykład Bernie Sanders jak to się robi i jaki efekt to daje!).

Nie ma co czekać do 2020. Jeśli serio chcemy uratować nie tyle lewicę, co Polskę, która jakoś mieści się w Europie, Biedroń powinien zaangażować się jeszcze przed rozpoczęciem cyklu wyborczego, a nie przed wyborami prezydenckimi.

Robert musisz!

PS. Jeśli się zgadzacie z tym co napisałem, zachęcam do udostępniania :)
Trwa ładowanie komentarzy...