"Samoobrona to była prawdziwa lewica". Krótka pamięć redaktora Okraski

Andrzej Lepper i Leszek Bubel
Andrzej Lepper i Leszek Bubel Nieznane
Kilka numerów temu "Tygodnik Powszechny" opublikował wywiad z cenionym przeze mnie redaktorem naczelnym "Nowego Obywatela", Remigiuszem Okraska. Zdaniem publicysty w Polsce prawdziwą lewicą była Samoobrona Andrzeja Leppera. Śmiała teza, choć łatwo falsyfikowalna. Postawienie jej wynika albo z krótkiej pamięci, albo zamykania oczu na oczywiste fakty, albo (wreszcie) zaakceptowania katalogu zachowań i postaw Leppera, które nie mieszczą się tylko w lewicowym sposobie myślenia, ale standardach cywilizowanego świata.

Styl uprawiania polityki przez Leppera sprowadzał się do formułowania tez, podpowiadanych przez mniej lub bardziej wiarygodnych doradców oraz rzucania niesprawdzonych oskarżeń z mównicy sejmowej. Czasem (jak w przypadku tajnych więzień CIA) się potwierdzały, choć w momencie ich wypowiadania były oparte na raczej mało wiarygodnych informacjach. Dziś w polityce stało się to standardem, wtedy raziło.

Lepper, choć był przez wielu postrzegany, jako autentyczny trybun ludowy ściągnął na swoje listy wyborcze bardzo bogatych biznesmenów, dając im jedynki i pozwalając wejść do Sejmu. Każda z nich kosztowała kilkadziesiąt tysięcy złotych. W klubie Samoobrony dominowali przedsiębiorcy, w tym bardzo zamożni rolnicy. Przywódców robotniczych, związkowców czy działaczy społecznych w Samoobronie było jak na lekarstwo. Często te osoby miały na głowie sądy i policję, dlatego zdobycie mandatu poselskiego, było dla nich szansą na uniknięcie postępowania karnego.

Akceptacja nadużyć seksualnych wobec działaczek wyszła w związku ze sprawą Anety Krawczyk, ale również obrzydliwego rechotu Leppera, którego rozbawiła informacja, jakoby jeden z posłów "zgwałcił prostytutkę". Dla przywódcy Samoobrony było to niemożliwe. Taki miał nasz trybun stosunek do najsłabszych, nie widząc w skrzywdzonej kobiecie potencjalnej ofiary. Zresztą sam Lepper w wywiadach przyznawał się do korzystania z płatnych usług seksualnych.

Na listach Samoobrony nie zabrakło też miejsca np. dla byłych posłów AWS-u, jak jednego z najbardziej obrotowych polityków, Ryszarda Czarneckiego, dziś wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości. Kilka lat później pozbierał wszystkich tych, których ich partie odrzuciły: od narodowca, Zygmunta Wrzodaka po Leszka Millera (tym razem tajne więzienia CIA już mu nie przeszkadzały).

Lepper chętnie gratulował 99-procentowego poparcia w wyborach wszelkiej maści dyktatorom, z Sadamem Husajnem na czele. Młodzieżówka Samoobrony budowała relacje z białoruską organizacją, wspierającą Aleksandra Łukaszenkę i młodzieżą z Komunistycznej Partii Chin. Politykę zagraniczną Samoobrony kształtował siedzący dziś w areszcie i podejrzany o szpiegostwo, Mateusz Piskorski, były neofaszysta związany z Niklotem, miłośnik Bashara al-Asada, polityk, który stale legitymizował Putina w rosyjskich mediach państwowych.

Pierwszą gazetę partyjną wydawał złotnik (producent biżuterii patriotycznej) i były kandydat na Prezydenta Leszek Bubel, wydawca czasopism tj. "Poznaj Żyda" i publikujący regularnie listę Żydów, obejmującą wszystkich polityków, których Bubel aktualnie nie lubił.

Samoobrona nie zasługuje dziś na laurki, a raczej na to, aby było ciszej nad tą trumną. To zmarnowany bunt społeczny, z którego nic nie przyszło, pozostało jedynie zażenowanie.
Trwa ładowanie komentarzy...