Apel o wspólny start lewicy w wyborach 2.0. czyli zanim znów się pogryziemy

Demonstracja Solidarni przeciw Rasizmowi
Demonstracja Solidarni przeciw Rasizmowi fot. Bogumił Kolmasiak
Półtora roku rządów PiS to czas, w którym tej partii udało się spełnić obietnice socjalne w skali większej niż jakiemukolwiek rządowi wcześniej. Jednocześnie to okres dewastacji instytucji państwowych, masakry przyrody i pogardy dla mniejszości. Na wyzwanie te nie odpowiedziała parlamentarna opozycja, głosująca przeciwko podwyższeniu płacy minimalnej czy ochronie kobiet i osób LGBTI.

W Sejmie przeciwwagę dla obozu Jarosława Kaczyńskiego stanowi partia wymyślona w agencjach PR-owych i zużyta partia władzy. Wzrost siły tej drugiej, zbliża nas niebezpiecznie do powrotu do PO-PiS-u, a powrót do wielkiej gry Donalda Tuska, może skazać kraj na rywalizację dwóch panów, którzy funkcjonują w polityce przez cały okres po 1989 roku i cały czas nie wychowali sobie godnych następców.

Prawica neoliberalna bije się z prawicą chadecką (z autorytarnymi ciągotkami), a lewica snuje się w okolicach progu wyborczego. Czy tak być musi? Nie. Ale już teraz powinniśmy serio się zastanowić nad tym jak poskromić personalne ambicje, przełamać programowe różnice i doprowadzić do wspólnego startu lewicy w wyborach. Dziś nie możemy sobie pozwolić na trwonienie energii społecznej, która jest rozrzucona po partiach politycznych, ruchach społecznych, organizacjach pozarządowych i związkach zawodowych.

Nim stoczy się najważniejsza batalia, o kształt przyszłego Sejmu czekają nas wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory samorządowe. Podczas tych drugich będziemy świadkami manipulacji granicami okręgów wyborczych i takiego ustalania reguł gry, które pozwolą PiS na przejęcie kolejnych obszarów władzy. Jednocześnie wszystko wskazuje na to, że ograniczenie liczby kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast sprawi, że do głosu może dojść nowe pokolenie polityków i społeczników, nie będących udzielnymi księciami na włościach, a autentycznymi, ideowymi liderami, rozumiejącymi wyzwania jakie stawia nowoczesne zarządzanie miastem i wsią.

Bitwa o samorządy

Część z nich może rekrutować się z lewicy. To właśnie w samorządach podejmuje się decyzje, które wpływają na losy zwykłych ludzi. To Sejmiki Wojewódzkie podejmują uchwały, dzięki którym można poprawić jakość powietrza. To gminy i powiaty decydują o losie szkół, żłobków i przedszkoli. To samorządy mogą brnąć w bezsensowne inwestycje i wizerunkowe i skupiać się na kolejnych działaniach w ramach polityki historycznej albo zająć się poprawą dostępności usług publicznych dla zwykłych ludzi.

Zamówienia publiczne z klauzulami środowiskowymi i społecznymi, uchwały o in vitro, dostępność transportu publicznego, strefy przyjazne pieszym, sadzenie drzew, budownictwo komunalne i socjalne, troska o osoby eksmitowane, godne życie dla osób bezdomnych, polityka przyjazna osobom niepełnosprawnym, gospodarka przestrzenna uwzględniająca potrzeby mieszkanek i mieszkańców, a nie tylko developerów i bankierów, dostęp do kultury – to tylko niektóre z działań, mających wpływ na jakość życia, rozgrywających się na arenie samorządu.

Ruchy miejskie w krótkim czasie przygotowały ambitnych i dobrze przygotowanych polityków, już dziś gotowych do realizacji wizji przyjaznego miasta. Jednak sama etykietka ruchu miejskiego to za mało, aby być wiarygodną propozycją dla lewicowego wyborcy. Co nam z ruchu w rodzaju Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej gdzie skrajna prawica siada do stołu z liberałami i nominalną lewicą i nie łączy ich nic poza chęcią partycypacji we władzy? Z drugiej strony (po samooczyszczeniu) widać, że np. Miasto jest Nasze dziś ma spójną wizję miasta, z jednej strony wolnego od korupcji i afer reprywatyzacyjnych, z drugiej wolnego od dyktatu neoliberalnej logiki.
Wybory samorządowe to doskonały poligon doświadczalny do przetestowania możliwości wspólnego działania lewicy. Warszawskie doświadczenie, sprzed kilku lat, gdzie z podobnym programem szli do wyborów Joanna Erbel i Agata Nosal-Ikonowicz, a każde środowisko wystawiło własną listę zaprowadziło nas do kolejnej kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz, od której lewica nie była w stanie utargować nic co byłoby ważne dla tych, których ma reprezentować.

Lokalnym strukturom Razem, Zielonych, Inicjatywy Polskiej, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i ruchów miejskim może być się dużo łatwiej dogadać niż na szczeblu krajowym, a błogosławieństwo tych, którzy robią lewicową politykę w samorządach (jak np. Roberta Biedronia) może doprowadzić do wyniku, który dziś jest w zasięgu marzeń.

Emocje są na lewicy

Osłabła już magiczna moc przyciągania dziesiątek tysięcy ludzi przez Komitet Obrony Demokracji. Ostatnie demonstracje są cieniem tych sprzed roku. Za to czarny protest przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej okazał się najbardziej angażującym wydarzeniem aktywistyczno-politycznym od lat. Nawet posłanki Platformy i Nowoczesnej, popierające zgniły kompromis z 1993 roku, przywdziały czarne ubrania, co nie ma większego znaczenia, bo siłę tego wydarzenia zapewnił masowy udział tysięcy kobiet i mężczyzn.

Okazało się też, że paliwem politycznym może być... ochrona przyrody. Minister dewastacji środowiska, Jan Szyszko, zbudował ruch osób, które dziś sadzą drzewa, protestują przeciwko przywilejom dla myśliwych, bronią zamachu na kontrolne funkcje organizacji ekologicznych. Marsz Entów i Marsz w Obronie Przyrody może nie były wielotysięcznymi manifestacjami, a kilka tysięcy osób w tych tematach to już naprawdę zalążek masowego sprzeciwu.

Pół miliona osób podpisało się pod wnioskiem o referendum ws. reformy edukacji. To również istotny temat dla lewicy: likwidacja tysięcy miejsc pracy nauczycielek i nauczycieli, likwidacja małych szkół, obniżenie poziomu nauczania i ideologiczna papka konserwatywnej prawicy, to tematy, które w naturalny sposób można i należy podejmować w dyskusji o przyszłości polskiej szkoły.

Tematy leżą na ulicy. Są grupy o które nikt się nie upomina, są Ci, których PiS systemowo ignoruje i w żaden sposób nie pomaga. Matki, które nie załapały się na 500 plus, osoby ciężko chore pozbawione możliwości pracy i ubiegania się o rentę, zatrudnieni w specjalnych strefach ekonomicznych, ofiary nieludzkiej polityki mieszkaniowej, fatalnie opłacani pracownicy sektora publicznego – dla nich wszystkich lewica powinna mieć poważną ofertę.

Trzeba iść razem!

Do wyborów parlamentarnych zostało bardzo dużo czasu. Ale nim wszystko rozbije się o kształt list wyborczych, personalne ambicje liderów i podjazdowe wojenki, lewica musi sobie przypomnieć, że nie ma prawa być wsobna. Lewica nie jest dla siebie, ma obowiązek reprezentować swoich wyborców i walczyć jak lew o ich interesy. Tylko skuteczna i silna jest potrzebna. Słaba i zmarginalizowana może wydawać z siebie krzyki rozpaczy i organizować ignorowane i niesłyszane protesty.

Każdy z aktywnych podmiotów coś wnosi. Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej jest silnie kojarzona ze zbiórką podpisów pod projektem Ratujmy Kobiety. Wystąpienie liderki IP w Sejmie, gdy prezentowała założenia ustawy było najlepszym w jej karierze. Razem przywróciło wiarę, że inna polityka jest możliwa, a sukces, jakim było stworzenie kilkutysięcznej partii i osiągnięcie wyniku wyborczego zapewniającego subwencję z budżetu nie tylko ich nie zepsuł, ale sprawił, że partia dojrzała, systematycznie (choć powoli) rośnie w siłę, jest wiarygodna i unika większych błędów. Zieloni, nie tylko nie zniknęli po klęsce Zjednoczonej Lewicy, ale stali się skutecznymi rzecznikami sprzeciwu wobec polityki środowiskowej Jana Szyszki. Nie utonęli też w KOD-zie i odważnie występowali tam z własnym przekazem. Działacze Ruchu Sprawiedliwości Społecznej są w stanie wsiąść w autokar, za który sami płacą, i jechać wesprzeć protesty pracowników w zakładach pracy. Związki zawodowe (zarówno te anarchistyczne, jak i socjaldemokratyczne) robią co do nich należy – mobilizują pracowników. Tysiące ludzi działa poza partiami w Dziewuchach, organizacjach pozarządowych, czasopismach.

Wyborczą platformę zorganizują jednak partie i organizacje polityczne. Muszą być jak najbardziej otwarte na obywateli, inkluzywne, przyciągające, a nie odpychające ludzi. Swoją rolę odegrają też liderzy jak wspomniany już Biedroń, w którym wielu już widzi przyszłego Prezydenta.

Lewica nie ma prawa tego spieprzyć. Już dziś Razem,IP i Zieloni współpracują w wielu sprawach. Teraz czas, aby przełożyć to na współpracę wyborczą. Jeśli marzy nam się mobilizacja na miarę społecznego zaangażowania zwykłych ludzi w kampanii Berniego Sandersa, musimy pozwolić ludziom mieć w co się zaangażować, tak, aby ich praca miała sens.

Koleżanki i koledzy, macie karty w ręku, nie spieprzcie tego!
Trwa ładowanie komentarzy...