Zresztą nie tylko rząd testował Waszą cierpliwość. "Sojusznicy" tacy jak stacja TVN Style również nie rozumieli, że promowanie kolesia, który uczy jak podstępem zachęcić kobietę do odbycia stosunku (czy to się aby nie nazywa gwałt), jest w porządku. Pieniądze z reklam okazały się ważniejsze niż prawa kobiet i sprzeciw wobec przemocy seksualnej.
W debacie publicznej dominują słabi kolesie. Wasze protesty są nazywane radykalnymi, nazywane marginesem, walkę o elementarną równość, określa się feminazizmem. Za tę samą pracę otrzymujecie cały czas niższą płacę. Podręczniki ciągle utrwalają stereotypy. Wrażliwi biznesmeni z branży gastronomicznej (i nieczuli klienci) oburzają się, że macie czelność karmić dziecko w restauracjach. Liberalne panele dyskusyjne nierzadko składały się z samych facetów, czasem nawet wtedy, gdy temat dotyczył Waszych elementarnych praw.
O te z Was, które kochają kobiety, pyta prokuratura, tworząc rejestry par jednopłciowych, które próbowały zalegalizować swój związek. Te z Was, które urodziły się w ciele mężczyzny, cały czas będą zmuszone brać udział w upokarzającej procedurze pozywania rodziców, aby żyć zgodnie ze swoją tożsamością. Te z Was, którym przyjdzie rodzić, standardy opieki okołoporodowej wyznaczy prof. Chazan.
Mimo kłód rzucanych pod nogi nie poddajecie się! Zorganizowałyście masowy Czarny Protest, Strajk Kobiet (który z wydarzenia krajowego, stał się międzynarodowym!), Marsz Godności, zebrałyście podpisy pod inicjatywą Ratujmy Kobiety, wychodziłyście na ulice, protestowałyście w szkołach i zakładach pracy!
Chapeau bas za Waszą walkę! Macie we mnie sojusznika!
