Jednocześnie od początku KOD był obciążony grzechem pierworodnym. Pamiętam pierwsze listy, nawołujące do tworzenia komitetów, powołujące się na Margaret Thatcher (tej od pałowania górników) i Ronalda Reagana - symbolu neoliberalnych reform. Wokół KOD-u powstały też liczne media społeczościowe, takie jak SokZBuraka -ten sam, który zrobił z Jana Śpiewaka działacza PiS-u, a w krytyce rządu nie bał powoływać się na autorytety skrajnej prawicy tj. Janusz Korwin-Mikke czy Wojciech Cejrowski.
Mimo tęgich głów, które zabiegały o sympatię organizacji, KOD nie wypracował spójnego przekazu. Miałkość programowa, brak wizji państwa, przypadkowi liderzy (tacy jak Kijowski, którego dług alimentacyjny podczas roku szefowania organizacji urósł ponad dwukrotnie, do zawrotnych i niespłacalnych 200 tysięc złotych) oraz przez długi czas bezwarunkowa i bezkrytyczna sympatia Gazety Wyborczej, sprawiły, że KOD oderwał się od rzeczywistości.
Coraz bardziej istniał dla zaspokojenia ego liderów i działaczy, a nie realnej kontrpropozycji dla Prawa i Sprawiedliwości. Opozycyjność KOD-u nie była zniuansowana. KOD-owe media z ochotą powielały tezę o "złych beneficjentach 500+", co tylko piją i wydają świadczenia na rozrywki (co jest zabawne, w obliczu doniesień o tym, że jednym z zakupów Kijowskiego był telefon z jabłuszkiem za ponad 4 tysiące złotych). Socjalni KODersi byli zagłuszani przez wuwuzele hunwejbinów, obecnych na demonstracjach.
Na krytykę wobec Kijowskiego jedyną odpowiedzią było albo "W PiSie zachowują się gorzej", albo sekciarstwo. "Murem Za Mateuszem" - wtedy, gdy paraduje z portretem Dmowskiego, wtedy gdy nie potrafi wiarygodnie wytłumaczyć się z zadłużenie wobec swoich dzieci, także wtedy gdy wyszły feralne faktury. Człowieka, który powinien zająć się poskładaniem swojego życia osobistego, utwierdzano w przekonaniu że jest fantastycznym liderem, a Kijowski w to brnął. A to wzywał Jarosława Kaczyńskiego do debaty, a to radził Jarkowi, żeby się pakował. A Jarek zacierał ręcę. Jarek wiedział doskonale, że gdyby Kijowskiego nie było, to musiałby go sobie wymyślić.
